O kandydacie na prezydenta, który obiecuje życie wieczne, jego Autobusie Nieśmiertelności i nowych technologiach

Zoltan Istvan z autorką. W tle... "Autobus Nieśmiertelności"
Zoltan Istvan z autorką. W tle... "Autobus Nieśmiertelności"
Bus z trudem piął się pod górę. Z rury wydechowej biły kłęby czarnego dymu, spowijając cały pojazd w ciemną, gęstą mgłę spalin. Napis „Immortality Bus” był ledwo widoczny. Trzymałam się za „Autobusem Nieśmiertelności” w bezpiecznej odległości, zastanawiając się, czy w ogóle mamy szansę dojechać na miejsce. Do Tehachapi, dawnej osady Indian Kawaiisu, było jeszcze kilka mil. Najpierw jednak trzeba było wjechać na przełęcz, a tymczasem wehikuł przede mną zachowywał się tak, jakby miał za chwilę wydać ostatnie tchnienie. „Autobus Nieśmiertelności” wydawał się zwyczajnie... śmiertelny.


Za przełęczą, w przydomowym laboratorium, czekano na nas. Grupa biohakerów, pasjonatów technologicznego postępu, wierzących, że możliwe jest udoskonalenie człowieka poprzez sprzężenie go z maszyną, przygotowana była do zabiegu, któremu miał się poddać jeden z głównych orędowników nieśmiertelności. Kandydat na prezydenta USA Partii Transhumanistycznej, miał mieć wszczepiony czip, który działa podobnie jak karta zbliżeniowa. Dzięki implantowi Zoltan Istvan będzie mógł odblokować swój komputer, otworzyć swój samochód czy drzwi mieszkania, zbliżając do czytnika dłoń (czip jest umieszczony pod skórą, w zagłębieniu między kciukiem a palcem wskazującym). Przygotowany przez biohakerów czip był wielkości ziarenka ryżu i dawał się dowolnie programować przez właściciela.

Ten swoisty akt oddania nowym technologiom miał oficjalnie zainaugurować trasę wyborczą transhumanistycznego kandydata na najwyższy urząd w USA. Zoltan (którego imię wydaje się idealnie współgrać z ideologią transhumanistów o poglądach zahaczających czasami o science fiction) planował serię prelekcji, spotkań i demonstracji, które miały zwrócić uwagę Amerykanów na problem starości i umierania. Transhumaniści wierzą, że zarówno z jednym jak i z drugim będzie można sobie poradzić. Ci, należący do umiarkowanego nurtu, uważają, że przełomowe wynalazki z dziedziny biotechnologii oraz hi-tech pomogą uporać się z procesem starzenia się i zapewnią ludziom długowieczność. Ci, bardziej radykalni, twierdzą, że śmierć nie jest nieuchronna i że można będzie dać ludziom nieśmiertelność.

Zoltan, były dziennikarz National Geographic, nie należy do transhumanistycznych radykałów, ale nie wyklucza, że życie wieczne będzie kiedyś możliwe. Argumenty tych, którzy krytykują transhumanizm jako pseudo-naukowe bajki dla dorosłych, odpiera, podając przykłady współczesnych ludzi-cyborgów. Wskazuje na tych, którzy byli w stanie poprawić swoją sprawność, korzystając z osiągnięć najnowszej techniki: protez kończyn, wyposażonych w zaawansowaną elektronikę, implantów ślimakowych, pozwalających słyszeć czy sztucznej skóry zbudowanej z polimerów.

Zoltan Istvan jest – jak na transhumanistę – realistą. Również w kwestiach politycznych. Ma świadomość, że nie ma szans wyborczych wobec takich behemotów polityki jak Hillary Clinton czy Donald Trump. Jego kampania finansują pasjonaci transhumanizmu. Budżet jest skromny: 25 tysięcy dolarów na całe przedsięwzięcie, uciułane podczas zbiórki crowdsourcingowej. Chciałby jednak, aby transhumanizm przestał być traktowany jak ideologia technologicznych dziwaków i gadżeciarzy i by w budżecie federalnym wydatki na zbrojenia były przeznaczane (choć w części) na badania naukowe nad procesami starzenia się.

Powoli zjeżdżamy z przełęczy i skręcamy do Tehachapi. „Autobus nieśmiertelności” , mający przypominać gigantyczną trumnę na kołach (model z 1978 roku, pomalowany na jasny brąz, z przymocowanym na dachu wieńcem z 400 białych kalii) toczy się 20 km/h, popuszczając po drodze strużki oleju. W ciągu doby zostanie naprawiony i bez większych problemów przejedzie zachód Stanów Zjednoczonych i kawałek Meksyku.

Jadę z tyłu. Mój wysłużony mini-van należy do swoistego konwoju kandydata transhumanistów. Zamyka transhumanistyczny orszak. „Immortality Bus” poprzedza auto, należące do brytyjskiej ekipy filmowej. Razem z Zoltanem, busem, podróżują dziennikarze amerykańskich i europejskich mediów: gazet, portali internetowych, telewizji. Jestem jednak jedyna kobietą. Transhumanizm wydają się zasiedlać głównie mężczyźni.

Zwalniamy przed obrośniętym półpustynną roślinnością parterowym budynkiem. To tu znajduje się laboratorium biohakerów. I to tu Zoltan ma stać się pierwszym „oczipowanym” kandydatem na
prezydenta. Wyłączam silnik, mocując się z kluczykiem w stacyjce i myśląc, że może rzeczywiście zamykanie i otwieranie samochodu poprzez machnięcie ręką nie jest głupim pomysłem.
I jeszcze jedna myśl przechodzi mi przez głowę...

Choć nie ufam politykom i ich hasłom, to obietnica wyborcza transhumanistycznego kandydata na prezydenta o wiecznym życiu na Ziemi jest pierwszą, w którą bardzo, ale to bardzo chciałabym uwierzyć.
Trwa ładowanie komentarzy...