FOMO w Dolinie Krzemowej

FOMO. Fear of Missing Out (ang.). Strach przed tym, że coś ważnego może nas ominąć.

Na poważną postać tego lęku cierpi Dolina Krzemowa. Każdy dzień w tym rejonie obfituje w mityngi, eventy, wieczory networkingowe itp. I na każdym z nich może zdarzyć się coś przełomowego. Może pojawić się nowatorska idea albo pomysł na startup albo koncepcja nowego, rewolucyjnego produktu. Inwestorzy żalą się, że bywa, iż muszą zaliczać dziennie kilkanaście spotkań, a wszystkie wydają się również ważkie, każde z nich wydaje się nieść ten sam ciężar gatunkowy, bo... FOMO.



Rozmowy o interesach zaczynają się często przed świtem.

Powodzenie negocjacji zależy wówczas od częstotliwości pojawiania się oraz kształtu fali. Są dni, kiedy fale przychodzą jedna po drugiej i nie ma czasu na rozmowę. Najczęściej jednak między seriami jest przerwa i wtedy można dojść do jakichś sensownych, biznesowych ustaleń.

Australijscy naukowcy obliczyli, że w surfingu czekanie na falę pochłania do trzech czwartych czasu spędzonego na wodzie. Amerykańscy przedsiębiorcy z Doliny Krzemowej czas ten wykorzystują właśnie na... spotkania biznesowe. Bujając się jednocześnie na wodach Pacyfiku na desce surfingowej. Ken Klein, szef obiecującego startupu Tintri i zapalony surfer, w ten sposób załatwia interesy, a także opracowuje strategię firmy na nadchodzące miesiące. W wywiadach podkreśla, że sesja surfingowa, bliskość natury, nieskończoność oceanu pozwalają zestresowanym na ogół biznesmanom odblokować się, spojrzeć z innej – niż korporacyjna – perspektywy. Zdaniem Kleina często to wtedy rodzą się najbardziej kreatywne pomysły.

Spotkania odbywają się cały dzień. W zaciszach gabinetów, ale także w modnych restauracjach San Jose, Palo Alto, Mountain View lub San Francisco. W salach konferencyjnych, ale również w klimatycznych kafejkach. Takich, jak Coupa Cafe przy Uniwersytecie Stanforda, do której pisząca te słowa została zaproszona przez grupkę młodych przedsiębiorców. Konwersacja była nader interesująca, przy sąsiednich stolikach też toczyły się ożywione dyskusje, serwowano organiczną kawę z mlekiem migdałowym i miodem z lokalnej pasieki, a rachunek uiszczono kryptowalutą (Coupa Cafe przyjmuje bitcoiny).

Najwięcej wydarza się, oczywiście, wieczorem. W inkubatorach przedsiębiorczości życie wtedy tętni. Ale nie tylko tam. Część wydarzeń organizowanych jest, klasycznie dość, w klubach lub pubach. Warto postarać się i pojawić się, choć niektórzy szefowie startupów mają z tym poważny problem... Tim Chao, właściciel Post Rocket, Brian Wong, założyciel Kiipa czy Andrew Hsu, który stoi na czele Airy Labs Airy Labs wspominają, że jeszcze rok, dwa lata temu nie mogli dostać się do środka modnych miejscówek, gdzie organizowane były wieczory networkingowe i gdzie... serwowano alkohol. Nie wystarczyło bycie sławnym w Silicon Valley, młodym milionerem, gdy nadal nie miało się ukończonych 21 lat (a zatem wieku, gdy można zacząć legalnie używać - i nadużywać - napojów wyskokowych).

Atmosfera FOMO w Dolinie Krzemowej jest wszechobecna. I choć może powodować szybsze bicie serca u inwestorów i przedsiębiorców z branży IT, to jest jednocześnie jedną z sił napędowych miejsca, które – nie bez powodu – uważa się za kolebkę najnowszych technologii.
Trwa ładowanie komentarzy...